Chcialibyście bym zarabiała przez bloga? I czy ktoś mógłby mi powiedzieć czy was to kosztuję...?

piątek, 24 marca 2017

Krótkie powitanie i pożegnanie


Hey! W końcu piszę coś na tym, blogu, co? Ale nie na długo.
Chcę tylko powiedzieć że mam dość. Wszystkiego. A już na pewno mam dość pisania. Od dłuższego czasu nie mam ochoty na napisanie choćby zdania, potrafię siedzieć godzinę nad pustką kartką a jak już coś napiszę nie wiem czy śmiać się czy płakać z banału i (za przeproszeniem) gówna które piszę. Nie wiem czy dalej się do tego nadaję, prawdopodobnie nie. Wiem że będziecie źli i smutni że najpierw Iga a teraz ja rzucamy to wszystko, ale ona robi to tymczasowo, ja raczej już do tego nie wrócę. Po prostu mam dość, jestem załamana samą sobą i aktualnie płaczę jak durna do monitora ze złości na samą siebie że was tak zawiodłam i po prostu was zostawiam, ale więcej już nie mogę, nie chcę się już zmuszać do pisania czegoś co i tak nikomu się nie spodoba i co ważniejsze nie zadowala mnie, a według mnie piszę bo to kocham i lubię to robić, ale jeśli to co lubię robić, sprawia mi przykrość i ból, muszę to zostawić.
Naprawdę was wszystkich przepraszam, boli mnie że mieliście nadzieję że wrócę i będę dalej pisać ale tak się nie stanie... Najbardziej mnie boli że dostałam się do międzyszkolnego konkursu na opowiadanie w Hiszpanii, w Madrycie, czyli spełniłam swoje marzenie. Byłam przeszczęśliwa. Dostałam szansę na zrobienie i udowodnienie że jestem w tym dobra i że robiąc to co kocham, robię to dobrze. Ale kiedy skończyłam pisać, dzisiaj i wróciłam do domu, po prostu się rozpłakałam, przypominając sobie banał jaki napisałam i że po prostu stwierdziłam że się do tego nie nadaję.

Naprawdę wszystkich przepraszam, boli mnie to bardziej niż was.
Więc... Do zobaczenia... Będę tęsknić...

 

czwartek, 2 lutego 2017

One Shot 2 (2)

 Gdy miałam 5 lat poznałam moją drugą najlepszą przyjaciółkę. Pierwszą, Natalię, znam odkąd praktycznie się urodziłam. Ta znajomość jest tak naturalna jak oddychanie. Olę, poznałam inaczej. Gdy przeprowadziłam się z moimi rodzicami, których kochałam nad życie, na moje osiedle. Mój jedyny bohater, pierwsza miłość 5-letniej księżniczki, tatuś, malował mi w tym czasie pokój na różowo z masą brokatowych koron, motywów z bajek i motylków, a ja wyszłam obok bloku na trzepak. Bawiłam się, jak to robią dzieci, sama ze sobą i wtedy dziewczynka w moim wieku, w żółtych okularach i pobrudzonych, jeansowych spodenkach podeszła do mnie. Gdy zapytałam jak ma na imię, uciekła, a ja poleciałam od razu za nią. Pobiegła do babci, mieszkającej w tym samym bloku co od niedawna ja, wbiegając na parter i wpadając do pierwszych drzwi na prawo. Ja za to wskoczyłam po schodach, zapukałam, i z szerokim uśmiechem bez przedniej jedynki zapytałam:

Dzień dobry, czy jest ta dziewczynka w okularach?

Od tamtego dnia jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami pod słońcem.

Dwa lata później, mój świat zawalił się po raz pierwszy. 
    
   Jak się niedługo potem okazało, Ola miała brata. Wiecie, dwa lata młodszy gnomek, ale oczywiście z którym dogadywałam się o niebo lepiej niż z moim własnym. Naturalnie gdy wychodziłam gdzieś z Olą, to z Nim też. On pomógł mi wyjść z kryzysu. Przed blokiem zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi, partnerami do chowanego, najlepszą drużyną do podchodów, najszybsi, cały czas ganiający się. Gdy wychodzę ja, wychodzi On. Gdy On, to i ja. Sypanie się piaskiem, sianem, trawą, ukrywanie się po kontenerach, łażenie po wszelkich dachach, rzucanie śnieżkami, wspólne zjazdy z górek, na sankach, wiele kłótni i zaraz potem wpierdzielania żelków. Wspólne zabawy na trzepaku, wyprawy do sklepów za ulicą. Dziadowe i cudowne prezenty na święta i urodziny. Nocowanie u Oli = cała noc śmiechów z Nim. Łaskotki, noszenie mnie, łaskotki, masaże... Pożyczał mi bluzę zawsze jak było mi zimno, dobierał ubrania jak "Nie umiałam się ubrać", zabierał czarny kapelusz, robił wszystko żeby tylko mnie rozśmieszyć. Żyć, nie umierać. Każda nasza kłótnia trwała pięć minut i kończyła się głupawką. Całe podwórko (składające się głownie z chłopaków) mówiło na nas "para" od zarania dziejów. A my za każdym razem reagowaliśmy inaczej - a to udawaliśmy że nie słyszymy, próbowaliśmy wszystkich zabić, udawaliśmy że to prawda... Do czasu. Przytulania, całusy w policzek, nagle zaczęły wywoływać rumieńce, motylki w brzuchu. Oczy nabierały blasku na widok siebie nawzajem. Jako że On był zawsze pewny siebie, zaczął mnie namawiać żebym została jego dziewczyną. Wytrzymałam w odmawianiu dwa miesiące. 

W lutym zostaliśmy parą. Lecz najlepsze było to, że prawie nic się nie zmieniło. Nadal zachowywaliśmy się jak dawniej, nadal nie miałam skrupułów żeby ganiać za nim po całym osiedlu  patelnią, a on żeby mi odpysknąć na każde przezwisko. Ale wszystko miało dodany smaczek. Skradanie pocałunków, wieczorne spacery, spuszczanie rąk wyżej bądź niżej... Nocowania u Oli zmieniły rytm z łaskotek, noszenia, łaskotek i masaży na łaskotki z całowaniem karku, noszenie z masą komplementów, łaskotki, masaże ale bardziej zmysłowe, wyczekiwanie aż wszyscy usną i całowanie się do białego rana... Moje urodziny były najlepsze. Cudowna, niezapomniana randka, wisiorek, kwiaty, księżyc... Idealnie. Sielanka trwała w najlepsze. 

Do czasu. A konkretnie, dwa miesiące. Potem mój ukochany, najcudowniejszy chłopak i przyjaciel pod słońcem, zaczął się robić zazdrosny. Zignorowałam to. Ograniczył mój kontakt z resztą chłopaków którzy byli moimi przyjaciółmi od dziecka. Nie zwróciłam uwagi. Znacznie częściej się kłóciliśmy i nie były to już kłótnie kończące się namiętnymi pocałunkami pod naszym drzewem. Kończyły się małymi siniakami, które łatwo było ukryć. Za mocny chwyt na ramieniu, ściśnięty nadgarstek... Nie zareagowałam. Wybaczałam mu dokładnie wszystko, co tylko chciał. I wtedy to ustało.

 Szczęśliwa, cała w skowronkach, z zakrytymi siniakami szłam obok moich przyjaciółek, gdy świat zawalił mi się po raz drugi. Jedyne co usłyszałam od ust skierowanych do mnie, to "Muszę wyjechać". Nic więcej. Wpatrywałam się w miodowe oczy jak urzeczona, dalej nic nie pamiętam. Pamiętam tylko rozdzierający ból. Dziurę, powiększającą się z każdym milimetrem jego oddalania się ode mnie. Wyrywane serce. Masę łez. Rozmowy na Skype, sms... To kompletnie nie było to samo. Nie zostałam z tym oczywiście sama. Miałam Olę, Natalię i naturalnie... Alvina. Mojego ukochanego, najwspanialszego pod słońcem Alvina. Alvina, Brittany, Wiktorię... Jakbym zaczęła wymieniać tu wszystkich, nie wyrobiłabym się w życiu. (Jak mam być szczera, pewnie wszystkich bym nie spamiętała!) Przez pół roku byli ze mną, nie pozwolili się stoczyć. Ich pomoc była nieopisana. 

W styczniu następnego roku, mi, Natalii i Oli została przedstawiona trójka rok starszych chłopaków. Mieszkali w Madrycie, choć każdy był innej narodowości. Michał, pochodził z Polski. Ma młodszego brata, Will'a. Sergio był Portugalczykiem. Jego młodsza siostra miała na imię Yoana. I oczywiście Juan, Włoch niecierpiący warzyw z oczami i włosami jak węgiel. Natalia jednak szybko zapomniała o Michale, najpierw pod wpływem Karola, jej ukochanego chłopaka i jednocześnie najlepszego kumpla mojego skarba oddalonego o setki tysięcy kilometrów. Ola i Sergio jednak, świetnie zgrali swoje zryte banie. Ja i Juan rozmawialiśmy raz. 

Tydzień później znów poczułam że żyję. Było to dokładnie w tym momencie, gdy poczułam silne, znajome jak nic innego, czułe ramiona oplatające mnie od tyłu w pasie. Gdy poczułam ten znajomy zapach kojarzący się z bezpieczeństwem, śmiechem i Nim. Usta na swojej szyi. I gdy usłyszałam cudowny głos mówiący moje imię. Wrócił. Mój jedyny, najlepszy wrócił. 
Sielanka zaczęła się od nowa. Nie odstępowałam Go na krok. Przez tydzień. Wtedy zauważyłam że coś się zmieniło. 

Na początku lutego Alvin coś zauważył. Nie chodziłam już w kolorowych ubraniach, nie miałam wiecznego wyszczerza i krótkiego rękawka, zaczęłam się mocniej malować, spędzać więcej czasu w łazience, przestałam tyle tańczyć i latać wszędzie gdzie się da... Tłumaczyłam się okresem i oczywiście, zimą. Kupił to na kilka dni. 
Nie dało się w końcu nie zauważyć siniaka na pół twarzy. Wtedy musiałam mu wszystko powiedzieć. 

I powiedziałam. Powiedziałam że jak On się zdenerwuje, czasem za mocno mnie złapie. Że ponosi go czasem. Że jest zazdrosny i dlatego tak się zachowuje. Tłumaczyłam i broniłam chłopaka, którego kochałam nad życie. Nie dopuszczałam do myśli możliwości, że mam go zostawić. Nie mogłam zostawić całego mojego świata. 
W moje własne urodziny jednak, niefortunnie upadłam przy uderzeniu na kant szafki. Straciłam pamięć na kilka godzin, a Alvin zaczął tracić cierpliwość. Skręcony nadgarstek, pęknięty piszczel, złamana kostka, trochę więcej siniaków na brzuchu... Z każdą raną była cała noc rozmowy. Aż w końcu dopiął swego. Wtedy myślałam, że go przez to znienawidziłam na zawsze, że jest zdrajcą, że mnie nie rozumie i chce zrobić mi na złość. Boże, niech mi wybaczy, że tak strasznie się myliłam. 
Zerwałam z moim życiem. Moim tlenem, światłem i nadzieją. A mój świat stanął w miejscu, rujnując się po raz trzeci. 


*******************************************************************************

Hey hay hello! ^^ 
One Shot o którego BARDZO NATRĘTNY KTOŚ bardzo się upominał i mnie poganiał...
Ktoś już wie o kim ja mówię. XD
Więc, wydaje mi się nawet długi! :)
Czekam na opinie :)
Wszystko ma swój początek i koniec. Mój początek był bardzo prosty. Koniec był trudniejszy. Jednak pomiędzy tymi dwoma częściami, jest jeszcze jedna, bardzo ważna część. Rozwinięcie. Całe życie. Decyzje, wybory, marzenia, miłości, przyjaciele, rodzina. Od ciebie zależy co postawisz na pierwszym miejscu, od ciebie zależy kogo wybierzesz jako najważniejszą osobę w życiu. Według całego mojego otoczenia, wybrałam źle. Cóż, moim zdaniem, to była najlepsza decyzja mojego życia.
Stanęłam przed lustrem, układając gęste, czekoladowe fale na ramionach. Kocie oczy podkreśliłam eye-linerem i maskarą, ciało okryłam żółtą, jednolitą, przylegającą sukienką i z szerokim, promiennym uśmiechem wyszłam z łazienki. Nie miałam jednak wtedy pojęcia że to właśnie w ten dzień, moje idealne i poukładane życie zamieni się w pasmo okrucieństw.

niedziela, 22 stycznia 2017

One Shot 1 (4)

Siedzę przed kominkiem. Płomienie tańczą. Ładne. Zaraz patrzę na Niego. Ładny. Mrugam. Nadal tam jest. Co chwilę na mnie patrzy. Uśmiecha się. Nie umiem go naśladować. Ubiera choinkę. Pokazuje mi bombkę.
- Podoba ci się, mała? - Aksamit. Przechyla głowę. Kiwam swoją. Jest śliczna. - Nie tak śliczna jak Ty - poszerza uśmiech. Cmoka mnie w czoło. Lawenda i aksamit. Mmmm. Wstaję. Sięgam niepewnie po jedno świecidełko. Srebrne. Obracam je. Ładne.
- Możesz je powiesić gdzie tylko chcesz - Kiwam głową. Unoszę rękę. Zawieszam kulkę. Nagle staje mi przed oczami coś innego. O nie.

"Śmiejąc się, zawieszam z mamą kolejną bombkę. Jednocześnie słucham jak tata przygrywa na fortepianie jego utwór, kołysankę, którą skomponował dla mnie jak byłam mała. Po chwili z uśmiechem wspinam się na jego kolana, cmokając go w policzek. Tuli mnie do siebie, a ja ukrywam się chętnie w jego ramionach, obserwując jak mama dalej ubiera choinkę, z rozczulonym uśmiechem."

Zamieram.

******

Zaczesuję rudy kosmyk za ucho, patrząc jak brunet o czekoladowych oczach zapina mi łyżwy. Uśmiecham się do niego słabo, a on cmoka mnie w wierzch dłoni, dzięki czemu poszerzam uśmiech. Wstaję z jego pomocą.
- Dziękuję - cmokam co w policzek.
- Dla ciebie, dosłownie wszystko - uśmiecha się szeroko, obejmując ramieniem i pomagając mi dostać się na wielkie lodowisko. Obserwuję wszystko, nieświadoma słabych gwiazdek w oczach i wchodzę pewnie na lód. Nagle z głośników wydobywają się dźwięki 'Wham! - Wake Me Up Before You Go-Go", na co niespodziewanie wybucham chichotem. Daję mu się porwać do tańca na lodzie, poruszając się w rytm muzyki.

Wyciągam wysoką nutę razem z wokalistą, jednocześnie robiąc obrót, przechylając się do tyłu i dając się złapać wesołemu chłopakowi. Z uśmiechem patrzę prosto w jego fabrykę czekolady. Zatapiam się. Pochyla się w moją stronę, a ja zerkam przelotnie na jego usta. Odwzajemnia mój uśmiech, muskając nosem mój nosek. Marszczę go odruchowo, czując jego ciepły oddech na moich wargach. Aż w końcu przymykam powieki, dając mu złożyć słodki, czuły pocałunek na moich ustach. Powoli wsuwam dłoń w jego zimne, gęste włosy, dając mu się przytulić. Tak bardzo go kocham.


*****

Nie zwracając uwagi na wszystkich idiotów śliniących się na kawałek odkrytego ciała, ze skupioną miną sprawnie okładam manekina sprawnymi ciosami. Napinam każdy odpowiedni do tego mięsień, nie zwracając uwagi na gwizdy, jednak nie oszczędzam gapiom zapewniania widoków. "Nieświadomie" często się schylam, wypinam, eksponuję to i owo. Aż w końcu, po kilku godzinach, uśmiecham się triumfalnie na rozwaloną marionetkę. Zgrabnym ruchem odpycham włosy do tyłu, prostując się i przechodząc krokiem godnym modelki na strzelnicę.


*******************************************************************************

Tak, wiem, krótkie, ale to dlatego że zajmuję się już ostatnią, 5 częścią! :) One shot'y to krótkie historie, więc następna część prawdopodobnie będzie ostatnia.
Czekam na opinie ^^

czwartek, 5 stycznia 2017

One Shot 1 (3)


***

- Alvin - mówię cicho, niekontrolowanie ochrypłym głosem od płaczu. Unoszę na niego duże, zapłakane oczy, a on głaszcze mnie delikatnie po policzku.
- Hm, maleńka?
- Zabierz mnie stąd... Proszę -spuszczam wzrok, zaciskając lekko dłonie. On kiwa głową i pomaga mi wstać, biorąc za ręce. Opieram się o niego i wyprowadza mnie z sali. Wdzięczna, tuż za progiem oddycham z ulgą, rozluźniając się.

***

Otwieram oczy. Marszczę brwi. Nie pamiętam żebym przyszła do domu. O nie nie nie. Nie pamiętam. Nie wiem. Oczy mi się szklą. Zaczynam się trząść. Każda komórka ciała wypełnia się bólem. Boję się. Nie nie nie. Proszę.
- Nat... Natalia, skarbie - Aksamit. Przytul. Proszę. Proszę przytul. Zbierz te ręce. Nie chcę ich. Nie chcę. Proszę. - Ćśśś... - delikatnie mnie przytula. Lubię to. Jednak się nie ruszam. Płaczę. Zabiera łzy kciukiem. Lubię jego dłoń. Ma ładną skórę. Lawenda. Pachnie lawendą. Uspokajam się. Nie zabiera dłoni. Śliczna skóra.
- Już dobrze, kochanie... Ich tu nie ma - szepcze mi cichutko na ucho. Rozluźniam się. On wie.

***

Śmiejąc się z żartu tandetnego żartu blondyna, obserwując mijającą za szybami drogę, co chwilę przenoszę wzrok na chłopaka za kierownicą. Przechylam głowę, gdy mnie na tym przyłapuje z wyszczerzem.
- Podziwiasz widoki? - pyta uchachany.
- Oh, piękne te drzewa, wiesz? - uśmiecham się słodko, a on mruży oczy, podczas gdy ja wpadam na genialny pomysł. Niewinnie kładę jedną dłoń na jego udo, blisko rozporka, a on od razu zwalnia.
- Prowokujesz - mruczy, mocniej mrużąc oczy. Kiwam niewinnie głową, przesuwając dłoń w górę. - Ostrzegam, to jest las - muskam opuszkami palców wybrzuszenie na spodniach, lepiej eksponując biust przez pochylenie do przodu. - Kina, ostrzegam - mruczy już lekko ochryple. Zaciskam dłoń. Zjeżdża na bok do lasu.

***
" Stoję uśmiechnięta, zaczesując kosmyk blond włosów za ucho. I tak rozwiewa je wiatr, na co wesoło się śmieję. W końcu staję przy mikrofonie, spoglądając błyszczącym wzrokiem w ukochane, orzechowe oczy bruneta. Biorę głęboki wdech, i czysto śpiewam właśnie dla Niego.

Zatańcz ze mną jeszcze raz
Otul twarzą moją twarz
Co z nami będzie? - za oknem świt
Tak nam dobrze mogło być

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też
Zatańcz ze mną jeszcze raz
Chcę chłonąć każdy oddech twój
Co z nami będzie? - uwierz mi
Tak jak ja nie kochał nikt

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też

W salonie wśród ciepłych świec
Już nigdy nie zbudzisz mnie
Już nigdy nie powiesz mi
Jak bardzo kochałeś mnie
Kochałeś mnie, kochałeś mnie...

Czy słyszysz jak tam daleko muzyka gra?

Zatańcz ze mną, jeszcze raz

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też

Zatańcz ze mną, ostatni raz

Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też"

Budzę się. Gwałtownie. Siadam. Auć. Boli. Krzywię się. Przełykam ślinę. Rozglądam się gorączkowo. Szybko oddycham. Skulam się. Nie nie nie. Boli. To boli. Łapię się za głowę. Ciągnę włosy. Nie chcę ich. Próbuję wyrwać blond pasma. Nie chcę ich. Nie chcę. Boli. Zaczynam krzyczeć. Nie nie, bo będą źli. Zamykam usta. Bezgłośnie płaczę. Kołyszę się. Pomocy. Pomocy. Pomocy. I wtedy wchodzi On. Nie patrzę na niego. Od razu mnie przytula. Mocno. Chcę się schować. Chowa mnie w swoich ramionach. Lubię jego ramiona.
- Ćśśś... Spokojnie, maleńka, już dobrze... Jestem tutaj, spokojnie... - znów ładnie mówi. Spokojnie. Tak, spokojnie. Aksamitnie. Lubię aksamit. Wykonuję polecenie. Nie boli. On wie.

***

Obserwuję bruneta o czekoladowych oczach, uśmiechając się do niego lekko. Przechylam głowę, wsłuchując się w czyste dźwięki jakie uzyskuje z gitary. Opieram lekko głowę o jego ramię, a on cmoka mnie w rude kosmyki. Zaczynam cichutko, czysto, tylko dla siebie podśpiewywać szeptem do melodii. Daję się przytulić. Wzdycham cicho, spoglądając mimowolnie na nadgarstki pokryte masą blizn. Chłopak podąża za moim wzrokiem, na chwilę, jak zawsze, zamierając. Odwracam szybko wzrok, pociągając ręce do brzucha i je przytulając. Pamiętam dokładnie dzień, w którym przestałam być nieustraszona.

***

Ciężko dysząc, leżę pod chłopakiem na przednim, położonym siedzeniu. Blondyn ma nos w mojej szyi, ja w jego włosach, oboje próbujemy się uspokoić.
- Wpędzisz mnie do grobu - mruczy ochryple, a ja się uśmiecham.
- Przynajmniej nie siedzisz już na wózku - przechylam głowę, bawiąc się strupkami na jego plecach od moich paznokci. - Nie moglibyśmy robić tylu rzeczy...
- To były najgorsze dwa miesiące mojego życia.

*************************************************************************

...I jak?
:D
Podoba się, maybe? :3 ^^

One Shot 1 (2)


Siedzę na kanapie. Jest wygodna. Kolana mam pod brodą. Opieram brodę na kolanach. Patrzę w ogień. Jest czerwony. Bije od niego ciepło. Lubię ogień. Płomienie tańczą za szybą. Szyba zachodzi czarnym dymem. Ogień syczy. Płomyki znów podskakują. Muskają kamienne ścianki. Ogień przygasa. O nie nie, niech nie gaśnie. Lubię ogień. Brunet podchodzi do kominka. Otwiera szybę. Wkłada nowe drewno. Ogień je zabiera. Otula. Znów jest duży i ciepły. Ogień zabiera całe drewno. Tak jak mnie ciemność. Nie lubię ciemności.
- Maleńka - wzdrygam się. Jednak głos jest łagodny. Lubię aksamit. Unoszę niepewnie wzrok. Uśmiecha się. Chyba do mnie. - Pójdziemy na spacer, hm? Kupimy drzewko i je ubierzemy, dobrze? - mrugam. Powoli. Kiwam powoli głową. Robi krok. Jemu to wychodzi dobrze. Kuca przede mną. Spinam się.
- Nic ci nie zrobię, skarbie - ładnie mówi. Wierzę mu. Bierze mnie za rękę. Lekko ściskam jego dłoń. Pomaga mi wstać. Wzdrygam się na jego dotyk. - Spokojnie, jesteś bezpieczna - szepcze mi na ucho. Uspokajam się. Kiwam powoli głową. Krok. Wdech. Krok. Wydech. Krok. Krok. Wdech. Krok. Wydech. Krok. Krok. Wdech. Krok. Wydech. Krok. Krok. Wdech. Krok. Wydech. Krok. Skręt. Krok. Wdech. Krok. Wydech. Krok. Krok. Wdech. Krok. Wydech. Krok. Widzę drzwi. Staję. On też staje. Zakłada mi buty. Ładnie wygląda. Prostuje się. Pomaga mi założyć kurtkę. Mogę go powąchać. Ładnie pachnie. Jak lawenda. Lubię lawendę. On wie.

***
Staję niepewnie na środku sali otoczonej lustrami. Podłoga jest drewniana. Idealna do tańca. Lubię tańczyć. Włączam niespiesznie wierzę, pozwalając otulić się dźwiękom ulubionej składanki. Wracam na swoje miejsce, spoglądając w lustro. Widzę rudą, niewysoką dziewczynę o niebieskich, smutnych oczach. Zaczyna się rozciągać. Szyja, ręce, brzuch, nogi. Następnie zaczyna prosty układ. Pierwszy krok. Oczy jej się szklą. Drugi krok. Zaciska zęby. Trzeci krok. Pada na kolana. Zaciska mocno powieki, otulając się ramionami. Dokładnie jak ja.
- Britty, mała, usły... - jak przez mgłę widzę jak brunet mruga kilka razy i szybko do mnie podlatuje. Mocno mnie przytula, na co ja się w niego wtulam. Swobodnie wybucham płaczem.

***

Nadal zarumieniona, cała gorąca, zapinam guziki czarno-białej koszuli, podczas gdy rozchachany blondyn poprawia spodnie. Kręcę głową z uśmiechem, już po chwili stając na palcach i cmokając go w usta.
- Uzależniasz - mruczy mi w usta, znów przyciągając do siebie i dłuższą chwilę mnie całując. Pozwalam mu na to, rozpływając się w jego ramionach. I znów lądujemy na łóżku.

***

Stoję koło niego. Patrzę na drzewka. Są zielone. Ładne.
- Podoba ci się któreś, skarbie? - patrzy na mnie orzechowymi oczami. Uśmiecha się łagodnie. Nie boję się go. Rozglądam się powoli. Unoszę dłoń. Wskazuję palcem na jedno. Jest duże. Ma ładne igły. Podoba mi się. - Jak sobie życzysz, maleńka - cmoka mnie w czoło. Lubię jak to robi. Krok. Krok. Krok. Mówi coś. Nie słyszę. Nie spuszczam z niego wzroku. Krok. Krok. Krok. Znów jest obok mnie. Bierze drzewko na ramię. Jest silny. Prowadzi mnie do samochodu. Krok. Krok. Krok. Krok. Skręt. Krok. Krok. Schodek. Schodek. Schodek. Krok. Skręt. Krok. Wdech. Wydech. Otwiera bagażnik. Wkłada drzewko do bagażnika. Zamyka bagażnik. Krok. Krok. Krok. Otwiera mi drzwi. Wsiadam do samochodu. Zaraz siada obok. Za kierownicą. Odpala silnik.
- Masz ochotę na muzykę, kochanie? - aksamit. Potrząsam głową. On nią kiwa. Cmoka mnie w czoło. Lubię jak to robi. Rusza. Jedzie. Jedzie. Skręt. Prosto. Stop. Jedzie. Skręt. Prosto. Zawrót. Skręt. Długo prosto. Staje na parkingu. Wyłączam się.
 ******************************************************************************

Tak tak tak, wiem, krótkie XD
Mega xD
Ale co ja poradzę? Takie mi wychodzą jak piszę na szybko! xD Ale pracuję już nad następnym :* <3

sobota, 24 grudnia 2016

One Shot ;)


Obserwuję jak brunet przygotowuje śniadanie. Krok. Wyciąga nóż. Krok. Odkłada nóż na stół. Nóż ma białą rączkę. Jest ostry. Zaraz znów go chwyta. Kroi pomidora. Lubię pomidory. On wie że lubię pomidory. Wykłada pomidory na talerzyk. Krok. Odkłada talerzyk obok kubka. Nie wiem co jest w kubku. Jest bordowy. Lubię bordowy. Pasuje do pomidorów. Krok. Wstaję. Powoli, żeby nie upaść. Jak upadnę, będzie zły. Nie nie, będzie się martwił. Nie lubię jak jest zły. Robię powoli krok. Nie wychodzi mi to tak jak jemu. Próbuję ponownie, lecz ledwo ruszam się z miejsca. Spuszczam wzrok. Słyszę jak do mnie podchodzi. O nie nie nie, nie dotykaj. Tylko nie dotykaj. Proszę.
- Natalia - mówi spokojnie, łagodnie. Lubię jego głos. Jest aksamitny. Lubię aksamit. - Natalia, skarbie, zjemy coś, hm? - Ładnie mówi. Nie chcę jeść. Potrząsam głową. Słyszę jak cicho wzdycha. Kuca przede mną. Patrzę na niego. Ma ładne oczy. Niebieskie. Lubię niebieski. Nie jest zły. Nie będzie bolało. Bierze mnie za ręce. Ściskam je lekko, bo wiem że mogę.
- Maleńka, zjemy coś, a potem obejrzymy jakiś film, hm? - patrzy mi w oczy. Mówi znowu ładnie. Kiwam powoli głową gdy się na to uśmiecha. Lubię jak się uśmiecha. Całuje mnie delikatnie w dłoń. To przyjemne. Mogłabym się do tego przyzwyczaić. Ale już puść. Zabieram powoli dłonie. Ale on się nie złości. Wie.

*********************************************************************************

Czeszę powoli, dokładnie włosy szczotką. Obserwuję jak rude pasma opadają mi powoli na ramię. Za mną stoi brunet o czekoladowych oczach, z połowy włosów robi mi warkocza. Uśmiecham się do niego, a on to odwzajemnia. Po krótkiej chwili wszystkie moje włosy są związane, wiec po kilku sekundach jestem w niego wtulona. Lubię jak mnie tuli.
- Kocham cię, Brittany - usłyszałam z jego ust, na co kąciki moich się uniosły - Tak bardzo cię kocham - szepnął mi na ucho, mocno przytulają. Uśmiechnęłam się lekko, na co on zrobił się jeszcze bardziej pogodny. Ja też go kocham.

********************************************************************************

Gdy wzięłam pierwszy raz nóż do ręki, musiałam zaznajomić się z rękojeścią, ostrym metalem i strukturą. Musiałam wyważyć i zmierzyć odległość, długo ćwiczyć przed jakimkolwiek rzutem. Teraz biorę ostrze i rzucam bez wahania w cel. Tak jak teraz. Uśmiecham się triumfalnie na przebicie jednego noża, drugim. Nagle czuję silne, znajome ramiona obejmujące mnie w alii, na co poszerzam uśmiech. Spoglądam na niebieskookiego blondyna, zaraz jednym ruchem powalając go na ziemię. Wiem że nie będzie zły, gdy się zaśmieję, wiec właśnie to robię.
- Jesteś niemożliwa, Kinia - kręci głową z uśmiechem, ale szybko wstaje i znów mnie obejmuje, wpijając się w moje usta.

*******************************************************************************

Takie tam, wprowadzonko! ^^
Właśnie na to wpadłam, więc świeży towar!
Wiem, że jest namieszane z narracją ;-; Staram się w czasie przeszłym, ale myślę że właśnie w tej historii bardziej mi pasuje teraźniejszy... Może być? :) W ogóle, podoba się? Mam nadzieję że uzyskałam ten efekt tajemniczości :) Czekam na opinie! ^^

~Alvittanozjeb